Archiwalne homilie
ks. Tomasza Horaka

ze zbioru
Krótko i na temat 3

 

.

   

Felietonowy komentarz z portalu wiara.pl 

Cykl «Z okruchów etyki» z Opolskiego GN


2. Niedziela Adwentu - 10 grudnia 2017

Czytania liturgiczne roku B, znajdziesz je na portalu mateusz.pl

Nadzieja naszego oczekiwania

Z obawą i nadzieją

Jak złodziej przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną spalone. Apostoł Piotr w słowach listu pisanego do współczesnych sobie chrześcijan nie zostawia wątpliwości, że świat, którego cząstką jesteśmy, przeminie. Koniec świata odmalowuje słowami niepokojącymi, zapowiadając kataklizm nagły i powszechny, katastrofę, którą nazwalibyśmy kosmiczną.

Nasze pokolenia dobrze zdaje sobie sprawę z kruchości naszej planety. Trudno ją uważać za twardą i pewną ziemię, niewzruszony fundament wszystkiego. Jest przecież niewielką drobiną materii, krążącą wokół swojej gwiazdy w ogromnym wszechświecie. Wiemy, że zarówno Słońce, jak i jego planety za ileś milionów lat przestaną być sobą, rozsypią się – jak pisze apostoł Piotr. To nas szczególnie nie martwi, jako że miliony lat to perspektywa zbyt odległa. Ale wiemy też, że może zdarzyć się jakaś inna katastrofa – na przykład zderzenie Ziemi z kometą, czy uderzenie zabłąkanej planetoidy.

Nakręcono kilka filmów, których katastroficzne scenariusze podejmują ten temat. Ich fabuła jest fikcją, ale przecież możliwość katastrofy jest realna. Nawet samo przesunięcie osi ziemi mogłoby oznaczać kres życia na naszej planecie – przynajmniej życia w takiej formie i takich środowiskach biologicznych, jakie istnieją obecnie.

Dlatego obawa. Choć równocześnie nadzieja, że to tylko czysta możliwość, która nigdy się nie spełni. W końcu mijają miliony lat istnienia naszej planety i rozwoju życia na niej. Owszem, zmiany środowiska były nieraz bardzo głębokie – każdy w końcu słyszał choćby o epokach lodowcowych, każdy z nas wie, że tam, gdzie dziś góry, kiedyś były rozległe morza. Wszelako żadna z tych zmian nie wydaje się być katastrofą nam grożącą. I to podtrzymuje naszą nadzieję, pozwalając spokojnie żyć, pracować, cieszyć się dziećmi i wnukami.

Jednak taką nadzieję nazwałbym małą nadzieją.

Wychowani bezstresowo

Dramatyczne ostrzeżenia „zielonych”, czyli ekologów spod różnych znaków, przyjmujemy z przymrużeniem oka, traktując je jako mocno przesadzone. Z drugiej strony biblijnych ostrzeżeń o końcu świata nie za bardzo chcemy słuchać. Charakterystyczne dla naszego pokolenia jest to, że – po pierwsze – żyjemy w opoce siódmego już dziesięciolecia pokoju. Zatem tylko najstarsi mogą pamiętać ten „koniec świata” jakim była wojna, wszechobecna śmierć, przesiedlenia, zmiana ustroju i kształtu codziennego życia. Wojenne wspomnienia już nie nas dotyczą, a co najmniej nie dotykają osobiście. Z filmów wolimy oglądać „Czterech pancernych”, nie zaś „Kanał”. Powinno być na odwrót, ale nie jest.

Po drugie – w zachodniej, europejskiej i amerykańskiej cywilizacji od dłuższego czasu obowiązuje model zwany „bezstresowym”. Dzieci wychowuje się bezstresowo, szkoła powinna być wesoła i bezstresowa, praca też, nie mówiąc już o urlopie, karnawale i długich weekendach. To wszystko jest jednym wielkim okłamywaniem siebie, bo presja życia jest tak wielka, jak chyba nigdy. A jednak ulegamy reklamie lekkości życia.

Nauczyliśmy się „odreagowywać” – to kolejne słówko naszego pokolenia. W efekcie wymazujemy ze świadomości zagrożenia. I te czające się w codzienności, i te, które wydają się nieprawdopodobnie dalekie i dlatego nierzeczywiste. Śmierć? Katastrofa kosmiczna? Klęska ekologiczna? Koniec świata? „Nie dziś, nie jutro, a dzieci nie mam, to i czym się martwić?” – usłyszałem od jakiejś młodej, beztroskiej osóbki. I nie martwi się.

Opowiadał mi kiedyś znajomy ksiądz pracujący w Ameryce. Otóż umarła na raka kilkunastoletnia dziewczyna z ich parafialnej szkoły. Jej koleżanki i koledzy z klasy, wychowani – a jakże – bezstresowo i umiejący odreagowywać napięcia, okazali się zupełnie nieprzygotowani do zderzenia ze śmiercią koleżanki. Potrzebna była pomoc psychologów, zajęć szkolnych w tej klasie właściwie przez wiele miesięcy nie było, kilkoro młodych sięgnęło po narkotyki. Jest problem. Nie tylko tam, w Ameryce. To my mamy problem, bo chcielibyśmy zapomnieć o wszystkim, co może okazać się trudne jutro czy za wiele lat.

Jakimi winniśmy być

Jak w tym wszystkim ma się odnaleźć i zachować chrześcijanin? To pytanie, a wraz z pytaniem kierunek odpowiedzi, odnajdujemy w liście apostoła Piotra. Czytaliśmy przed chwilą: Skoro to wszystko w ten sposób ulegnie zagładzie, to jakimi winniście być wy w świętym postępowaniu i pobożności. Apostoł wskazuje na dwie płaszczyzny życia. Jedna to święte postępowanie, druga – pobożność. To program adwentu i całego chrześcijańskiego życia.

Pobożnościową stroną naszego życia w czasie adwentu są roraty. To zwyczaj mocno zakorzeniony w polskim obyczaju. Kiedyś roraty były raniutko. W wielu okolicach tak pozostało. Gdzie indziej życie narzuciło porę wieczorną. Innym obyczajem naszej adwentowej pobożności jest przygotowanie i odbycie przedświątecznej spowiedzi. Już na święta, już dziś chcemy być bez plamy i skazy – powtarzam słowa drugiego czytania. A jeśli będziemy takimi już teraz, to zawsze będziemy przygotowani na przyjście dnia Bożego. A być może nawet przyspieszymy jego nadejście, świadomi, że to oczekiwany dzień zwycięstwa dobra nad złem. Dzień nadziei! Już nie tej małej, ale wielkiej nadziei chrześcijan.

Oprócz pobożności, a nawet przed pobożnością apostoł wskazuje na święte postępowanie czyli na codzienne dobro. Dobro, które jest odbiciem dobroci Boga. Więcej – to dobro staje się znakiem i narzędziem świętej obecności Boga w ludzkim świecie. A tu pobożność nie wystarczy. Trzeba otwartych szeroko oczu, wrażliwego serca, trzeba trochę chęci i świadomości ludzkiego obowiązku. Trzeba poczuć się spadkobiercą Jezusowego testamentu pomagania na miarę i ponad miarę swoich możliwości, trzeba wreszcie przezwyciężyć ospałość i apatię.

Tacy byli święci – nie tyle z pobożności zasłynęli, co z pomnażania dobra w świecie. Czynili to na różne sposoby. Jedni rozdając zdobyty chleb, inni opiekując się chorymi, jeszcze inni kształcąc i wychowując młodzież, a jeszcze inni poświęcając się nauce. To oni zmienili i zmieniają oblicze świata.

Czy tylko chrześcijanie to robią? Nie. Ale przecież nie tylko dla nas Bóg stał się człowiekiem. Dlatego adwentu nie strzeżemy zazdrośnie dla siebie. Chcielibyśmy podzielić się nadzieją naszego oczekiwania ze wszystkimi. Z ludźmi innych wyznań i religii, ale także z wierzącymi iż Boga nie ma. Z wątpiącymi i zagubionymi. Niechby radość chrześcijan, nasza radość, była dla nich świadectwem naszej nadziei.

Nagranie tego kazania dostępne będzie w sobotę wieczorem  TUTAJ

Modlitwa powszechna

Wstęp

Jednocząc się z prorokami Starego Testamentu i sprawiedliwymi wszystkich czasów w oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela, z mocną wiarą i wytrwałą nadzieją przedstawmy Bogu nasze prośby.

– Módlmy się za Kościół Jezusa Chrystusa, za katolików, ewangelików i prawosławnych, aby jednoczyli się w nadziei budowania lepszego świata.

– Módlmy się za wszystkich, którym leży na sercu moralny ład całego społeczeństwa, aby z odwagą proroków wskazywali granicę dobra i zła.

– Módlmy się za polityków, którym zależy na umocnieniu sprawiedliwości i pokoju w świecie, aby nie zniechęcali się trudnościami w tym wielkim dziele.

– Módlmy się za ludzi dotkniętych zakłamaniem, niesprawiedliwością, za skrzywdzonych fizycznie, ekonomicznie i moralnie, aby nie zgasła ich nadzieja i wola walki o swoje prawa.

– Módlmy się za nas, uczestników dzisiejszej eucharystii, abyśmy oczyszczali swoje życie z wad i błędów zagradzających Bogu drogę do naszych serc.

Zakończenie

Panie, wysłuchaj łaskawie próśb swojego ludu, który całą nadzieję pokłada w Twojej łasce * i prowadź go drogą zbawienia. Przez Chrystusa Pana naszego.

Modlitwa powszechna do wydruku

Na początek strony


 Coś o sobie    Strona główna     Moje książki

Wiersze    Fulla Horak   Parafia

Kontakt: tohorak(at)opole.opoka.org.pl