Szczęść Boże!		

Nie lubisz anonimowości? Ja też nie. Zatem winienem się przedstawić: Tomasz Horak. Katolicki ksiądz. Urodzony jeszcze we Lwowie w roku 1944. Moja Mama dożyła wieku 101 lat - choć przy moim przyjściu na świat lekarz kazał jej wybierać „albo matka, albo dziecko”. Po wojnie „wróciliśmy” z Polski do... Polski. Krótko na Podkarpaciu, potem wyjechaliśmy na Śląsk Opolski. Zżyłem się ze Śląskiem - z krajobrazem, z ludźmi, z historią. Mieszkaliśmy lwowiacy wśród Ślązaków, z okna widziałem Górę św. Anny. Dlatego nauczyłem się niemieckiego i jak trzeba piszę i mówię kazania także po niemiecku. Po czesku też. Taki jest Śląsk, myślę, że pod tym względem podobny do Lwowa.

Teologię studiowałem w Nysie i w Opolu. Po latach, gdy zorientowałem się, jak wiele jeszcze nie wiem, zacząłem specjalizację teologiczno-biblijną we Wrocławiu. Doktorat przygotowałem nt. Listu do Hebrajczyków - szczegóły mało istotne, ale biblijne przygotowanie jest przecież nie bez znaczenia dla homilety.

Przed laty zetknąłem się ze Sługą Bożym, ks. Franciszkiem Blachnickim. W Ruchu Światło - Życie, który rodził się na moich oczach i jakimś tam moim współudziałem, po raz drugi (a może w ogóle po raz pierwszy?) nauczyłem się być księdzem, przygotowywać kazania, czuć się cząstką Kościoła. Bogu dzięki za to doświadczenie!

Moja praca? Zawsze na parafii. Wikary, proboszcz... Od lat na wsi - z wyboru. Bezpośredniość kontaktów z parafianami, z dziećmi w szkole, z młodzieżą, z ministrantami - to wszystko jest dla mnie jak woda dla ryby. Pierwszymi recenzentami kazań są zawsze ministranci. Czasem dzwonię do kogoś, czasem wysyłam elektroniczny list, prosząc o zdanie na temat homilii czy jakiegoś jej fragmentu. „Krótko i na temat!” - przypominają zwłaszcza w święta, gdy kroi się dłuższe kazanie. I wiedzą, że jeśli nie mam kartki z wydrukiem kazania, to niedobrze... Z reguły mam, dlatego teraz mogę się nimi dzielić.

Inny wycinek mej pracy to Gość Niedzielny. Od wielu już lat. Nie tylko homilie, ale artykuły biblijne, katechizmowe, historyczne, także reportaż. Mam na swoim koncie ponad 1200 tytulików. Wyrosło z tego kilka książek. Nie doczekały się wydania wiersze. Pisane kiedyś „do szuflady” teraz traktuję jako jeden z elementów ewangelizacji. Dlatego daję się zapraszać na wieczory autorskie, w których dzielnie pomagają mi moje ministrantki.

Wakacje to bym najchętniej spędzał w Tatrach. Z grupami młodzieży przewędrowałem niegdyś prawie całe Beskidy. A w Zakopanem mieszkały dwie moje Ciocie. Jedną może znasz jako autorkę książek „Święta Pani” oraz „Niewidzialni”. Tak, tak - Fulla Horak to siostra mego Taty.

A moje homilie? Konstruuję je albo według metody widzieć - osądzić - działać, albo ostatnio wedle schematu: Boże wyzwanie - problem człowieka - odpowiedź chrześcijanina. Żadna homilia nie jest nicowaniem biblijnego tekstu, bo w kazaniach nie zajmuję się egzegezą. Niektóre są nieco trudne - ale ja je wszystkie głoszę w swoim wiejskim parafialnym kościele. Uważam, że mówiąc przez lata może nawet nieco za trudno, osiągnę to, że słuchacze coraz lepiej będą rozumieć język wiary.

Dodane w listopadzie 2009 roku:

Po prawie dziesięciu latach cotygodniowego przygotowywania homilii postanowiłem zakończyć tę pracę. Jeden powód - to obawa, że mogę mieć coraz mniej do powiedzenia. Inny powód - to zbytnie uwiązanie tym obowiązkiem. Co tydzień, przy jednoosobowej "redakcji"... Z kazań publikowanych na serwerze 'Opoki' powstało już sześć tomów drukowanych homilii, jest materiał na kolejne trzy. Cieszę się, że mogłem dzielić się swoimi przemyśleniami z tyloma ludźmi. Dziękuję za korzystanie z moich tekstów. Od I niedzieli Adwentu roku 2009 będą na dotychczasowym adresie sieciowym tylko homilie archiwalne.

					ks. Tomasz Horak